Josine Michels
Josine założyła OnTheBlock, sklep internetowy ze streetwearem dla dziewczyn. Wkrótce otwiera też butik w Amsterdamie. Co skłoniło Cię do założenia własnej firmy? Przez lata pracowałam jako freelancerka. Nawet gdy miałam stałą pracę, zawsze potrzebowałam tej wolności. Najpierw pracowałam jako projektantka i programistka stron internetowych, aż w końcu założyła OnTheBlock, bo zauważyłam, że na rynku nie ma nic podobnego. W tamtym czasie istniało sporo sklepów ze streetwearem dla mężczyzn, ale nikt nie odważył się stworzyć czegoś specjalnego dla kobiet. Ubrania, które mi się podobały, zawsze musiałam zamawiać z Ameryki. W pewnym momencie pomyślałam: „Sama to zrobię”. Powiedziane, zrobione. Mogłam sama zbudować i zaprojektować swój sklep, a dzięki OnTheBlock nie tylko wypełniłam lukę na rynku, ale też połączyłam dwie ulubione rzeczy. Co było największym wyzwaniem i sukcesem w OnTheBlock? Ogromnym wyzwaniem przy rozwoju firmy było to, że wszystko robiłam sama, więc zajmowałam się też zadaniami, o których nie miałam pojęcia. Zupełnie zbagatelizowałam wizję „zakładania firmy”. Z drugiej strony dzięki temu przez ostatnie 6 lat nauczyłam się mnóstwa rzeczy. Wyzwaniem była też niezależność finansowa. Nigdy nie wzięłam kredytu, nie miałam partnera ani inwestora. To była świadoma decyzja, bo dzięki temu OnTheBlock jest dokładnie taki, jak sobie wymarzyłam, ale oznaczało to też, że nie mogłam rozwijać się tak szybko, jak bym chciała. --- Choć wyzwania związane z prowadzeniem własnego biznesu bywają trudne, sukces smakuje euforycznie. Na przykład w zeszłym roku do mojego pop-up store'u było włamanie i skradziono dużą część towaru. Finansowo był to dla mnie potężny cios. Ponad pół roku później, dzięki niezwykle ciężkiej pracy, udało mi się wyjść na prostą. To bez wątpienia moja największa dotychczasowa wygrana. Choć wyzwania związane z prowadzeniem własnego biznesu bywają trudne, sukces smakuje euforycznie. Na przykład w zeszłym roku do mojego pop-up store'u było włamanie i skradziono dużą część towaru. Finansowo był to dla mnie potężny cios. Ponad pół roku później, dzięki niezwykle ciężkiej pracy, udało mi się wyjść na prostą. To bez wątpienia moja największa dotychczasowa wygrana. Jaka jest Twoja rada dla dziewczyn, które marzą o własnej firmie? Nie lekceważcie tego. Tworzenie czegoś własnego daje mnóstwo frajdy, ale wiąże się też z wieloma wyzwaniami, o których na początku pewnie nawet nie myślisz. Bądź wierna swoim przekonaniom, nawet jeśli efekty nie przychodzą tak szybko, jak chcesz. Uzbrój się w wytrwałość i dyscyplinę.
Cathelijne Blok
Cathelijne założyła The Titty Mag dwa lata temu, a od trzech miesięcy skupia się wyłącznie na swojej firmie. Zadaliśmy jej kilka pytań o magazyn i bycie przedsiębiorczynią. Co skłoniło Cię do założenia The Titty Mag? Zaczęłam pisać o feminizmie podczas studiów magisterskich. Głównie dlatego, że nie do końca wiedziałam, co sądzić o tym słowie. Właśnie dlatego zaczęłam dużo o tym czytać, rozmawiać i pisać. To przerodziło się w cotygodniowy newsletter, wszechstronny zespół The Titty Mag, własny magazyn online, podcast Titty Mag's Sweet Sixteen (w którym rozmawiamy z kreatywnymi przedsiębiorczyniami o ich ambicjach, gdy miały 16 lat), muzeum na Instagramie i nasze spotkania Titty Talks. Wciąż pracujemy nad książką, krótkim dokumentem i, miejmy nadzieję, pod koniec roku nad dużym wydarzeniem i formatem na YouTube. Z czego jesteś najbardziej dumna? Z mojego zespołu i wszystkiego, co już osiągnęliśmy. Z tego, że tworzymy bezpieczną przystań w świecie online i offline, gdzie możemy rozmawiać o inkluzywności, feminizmie i sile kobiet. Chcemy inspirować czytelników The Titty Mag do szerszego myślenia i dyskusji. Organizowaliśmy wydarzenia m.in. w Muzeum Amsterdamu i Ink Hotel, współpracowaliśmy też z Melkweg Expo, aplikacją Bumble i Gemeentemuseum w Hadze. Twoja rada dla dziewczyn marzących o własnym biznesie? Po prostu to zrób, bądź dumna z każdego kroku i znajdź czas, żeby naprawdę się tym cieszyć.