Emilie Sobels założyła Workmode dziesięć lat temu. To idealne miejsce dla kobiet z ambicjami przedsiębiorczymi. Do tego doszło cykliczne wydarzenie The Self-Made Summit, szkoła biznesu oraz książki, które inspirują i wspierają kobiety. Dzięki Workmode zbudowała platformę, gdzie nauka, rozwój i budowanie relacji stoją w centrum uwagi.
W tym wywiadzie Emilie opowiada o lekcjach, które odebrała, swoich doświadczeniach jako przedsiębiorczyni oraz o tym, jak kształtowała Workmode przez ostatnią dekadę. Po 10 latach żegna się z tym projektem i jest gotowa na nowy rozdział.
Co dla Ciebie osobiście oznacza bycie odważną?
Bycie odważną oznacza dla mnie umiejętność słuchania tego, co już wiem głęboko w środku, i działanie zgodnie z tym. Nawet jeśli jest to niewygodne. Nawet jeśli budzi lęk. Dla mnie nie chodzi o bycie głośną, ale o szczerość wobec samej siebie i wyciąganie z niej wniosków.
Kiedy czujesz się najsilniejsza?
Kiedy mój umysł i serce są w harmonii. Gdy mogę budować, tworzyć i łączyć, ale na własnym tempie i na własnych warunkach. Czuję siłę, gdy mam przestrzeń, panuję nad sytuacją i mogę dokonywać wyborów ze spokojem, a nie z przymusu.

Jak pozostajesz wierna sobie w świecie pełnym oczekiwań?
Czasami może to wydawać się egoistyczne, ale wierzę, że od czasu do czasu musisz być egoistką, aby zostać blisko siebie. Podejmuję decyzje na podstawie tego, co jest odpowiednie dla mnie i mojej rodziny, i nie przejmuję się zbytnio oczekiwaniami innych. Skupiając się na sobie i własnej drodze, pozostaję wierna temu, kim jestem, co ostatecznie sprawia, że moje relacje z innymi są szczersze.

Kiedy po raz pierwszy zauważyłaś, że jest miejsce na coś takiego jak Workmode i co sprawiło, że zdecydowałaś: po prostu to zrobię?
To było dziesięć lat temu, kiedy sama poczułam, jak ogromna jest potrzeba stworzenia miejsca, w którym kobiety mogłyby pracować, rozwijać się i wzajemnie wspierać. Sama tęskniłam za takim otoczeniem. W pewnym momencie pomyślałam: skoro tego nie ma, to może sama powinnam to stworzyć. Ta myśl mnie już nie opuściła.
Co było dla Ciebie absolutnym punktem kulminacyjnym w latach budowania Workmode?
To nie był jeden moment, ale obserwowanie, jak rośnie społeczność, która naprawdę sobie pomaga. Kobiety, które przychodziły z pomysłem, a wychodziły z własną firmą, pewnością siebie lub nową siecią kontaktów. To poczucie wspólnego budowania czegoś wielkiego jest wyjątkowe.
Jakie są najważniejsze lekcje, których nauczyłaś się przez ostatnie 10 lat jako przedsiębiorczyni?
Że sukces to nie tylko wzrost, ale także trwałość. Że nie możesz wciąż stawiać siebie na ostatnim miejscu. I że relacje, zaufanie oraz jasna komunikacja są co najmniej tak samo ważne, jak strategia i liczby.
The Self-Made Summit i The Business School łączą ambitne kobiety, by mogły się uczyć i rozwijać. Co motywuje Cię do tworzenia takich platform i co chciałabyś, aby kobiety z nich wyniosły?
Głęboko wierzę w moc utożsamiania się z innymi i dzielenia się prawdziwymi historiami. Nie tylko sukcesami, ale i wątpliwościami. Mam nadzieję, że kobiety wyniosą stamtąd przekonanie, że nie są same i że ich ambicja może zajmować przestrzeń, bez konieczności umniejszania sobie.
Oprócz tego napisałaś też książki. Która lekcja lub porada z książki poruszyła Cię najbardziej lub pomaga Ci na co dzień?
To, że nie musisz czekać, aż będziesz gotowa. Rozwój często następuje w trakcie drogi. Szczególnie w mojej obecnej fazie ta lekcja bardzo mi pomaga: znów stoję na rozdrożu, odpuszczam coś, co długo było częścią mnie, i nie wiem jeszcze dokładnie, jak będzie wyglądał kolejny rozdział. Nauczyłam się jednak, że nie musisz znać odpowiedzi od razu. Pozostając w ruchu i ufając procesowi, kierunek często klaruje się sam.
Zauważyliśmy, że niedawno sprzedałaś Workmode. Jak doszło do tej decyzji i co sprawiło, że to był dla Ciebie właściwy moment na pożegnanie?
To nie była impulsywna decyzja, ale proces. Od jakiegoś czasu czułam, że moja rola się zmienia i potrzebuję przestrzeni na nowy etap, zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Odpuszczenie było ekscytujące, ale czułam, że to właściwy krok.

Czy możesz opowiedzieć o procesie sprzedaży: jak wyglądał ten okres i czy było to dla Ciebie stresujące?
Tak, bardzo. To był intensywny i emocjonalny czas, ponieważ żegnasz się z czymś, w co włożyłaś tyle siebie. Jednocześnie było to pouczające i otwierające oczy. Zmusiło mnie to do szczerego przyjrzenia się temu, co chcę zabrać ze sobą w przyszłość, a czego nie.
Czy teraz świadomie robisz pauzę, czy w Twojej głowie rodzą się już nowe pomysły?
Obie opcje. Świadomie poświęcam czas na regenerację, ale pomysły są zawsze. Daję sobie teraz przestrzeń, by poczuć, co jest naprawdę słuszne, zamiast od razu rzucać się w wir pracy.
Pracuję mniej godzin, ale z o wiele większą energią. Blokady zniknęły, a pomysły wciąż napływają.
Nadal odkrywam moją nową rolę, ale póki co widzę, że najlepiej czuję się, gdy wchodzę do firm jako ich współzałożycielka.
Nie tylko doradzam, ale naprawdę współpracuję, buduję i myślę o rozwoju. Staję się częścią zespołu i wspólnie przyspieszamy. I to nie przypadek, że wszystkie moje klientki to przedsiębiorczynie ;)
Kto jest dla Ciebie kobietą, którą podziwiasz za odwagę – i dlaczego?
Podziwiam kobiety, które mają odwagę robić rzeczy inaczej. Które idą pod prąd, wytrzymują, gdy robi się niewygodnie, i właśnie wtedy nie odpuszczają. Kobiety, które nie wybierają łatwej lub oczekiwanej drogi, ale płyną własnym kursem i wbrew wszelkim oczekiwaniom budują coś wielkiego.
Co chciałabyś przekazać kobietom, które marzą o czymś więcej, ale mają wątpliwości?Miejcie wielkie marzenia, ale pamiętajcie, że wielkie idee zawsze składają się z serii małych, odważnych wyborów. Nie musisz od razu widzieć całego obrazu. Chodzi o to, by zacząć, pozostać w ruchu i ufać, że większa historia rozwinie się po drodze.
Czasami bycie odważną tkwi w drobiazgach. Jaki jest mały, ale odważny wybór, którego ostatnio dokonałaś?
Zwolnienie tempa. Świadome znalezienie czasu na rzeczy, na które wcześniej nie miałam przestrzeni. Brzmi to skromnie, ale dla mnie była to ogromna zmiana.
Na koniec: Jaki jest Twój ulubiony model biżuterii od Eline Rosina?
Moim ulubionym modelem od Eline Rosina są Diamond Huggies. Są subtelne, ponadczasowe i luksusowe, idealne do noszenia na co dzień bez zbędnego przepychu. Dla mnie są symbolem siły bez zbędnych ozdobników: czegoś, co jest zawsze obecne i bez wysiłku dopasowuje się do tego, kim jesteś i co robisz.