Celebrating the Bold with… skupia się na stawianiu w blasku jupiterów inspirujących kobiet. Tym razem rozmawiałyśmy z Norien Voskuilen, utalentowaną MUAH. To osoba, z którą uwielbiamy współpracować i którą zawsze z radością gościmy na planie.
Norien opowiada o tym, jak intuicja i instynkt prowadzą ją na każdym kroku, jak odważne wybory ukształtowały jej karierę i rozwój osobisty, oraz o cennych doświadczeniach, które zdobyła po drodze, zarówno w studio, jak i podczas kreatywnych projektów za granicą.
Co dla Ciebie osobiście oznacza „bycie bold”?
Kiedy myślę o byciu bold, myślę o sile i odwadze. Czuję, że to słowo do mnie pasuje. W zeszłym listopadzie minęło 12,5 roku, odkąd prowadzę swoją firmę, i właśnie w tym czasie podjęłam nową, odważną decyzję: wyjechałam na osiem tygodni do Australii. Siedząc na pięknej, białej plaży i wspominając te lata, poczułam wyraźnie, jak wiele silnych i odważnych decyzji musiałam podjąć, aby znaleźć się w tym miejscu.
Jak pozostajesz wierna sobie w świecie pełnym oczekiwań?
Staram się być blisko swojego autentycznego „ja”. Media społecznościowe traktuję jako platformę, dzięki której jako twórczyni mogę wiele osiągnąć, ale podchodzę do nich z dystansem.
Kiedy zdałaś sobie sprawę, że makijaż i włosy mogą być czymś więcej niż hobby i że możesz z tego uczynić własną drogę zawodową?
Już w młodym wieku wiedziałam, że chcę wykonywać kreatywny i kontaktowy zawód, choć nie miałam jeszcze pojęcia, co to dokładnie będzie. Podczas studiów artystycznych miałam różne zajęcia, dzięki którym lepiej poznałam każdy aspekt branży fashion i beauty oraz zdobyłam dużo praktyki. Zaczęłam dostrzegać, jaki kierunek naprawdę mnie przyciąga i co daje mi energię. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że zostanę hair & make-up artist, ale wszystkie poprzednie kroki naturalnie mnie do tego doprowadziły.

Swoją karierę zbudowałaś całkowicie sama. Jaki był Twój pierwszy wybór lub krok w stylu bold, który to wszystko zapoczątkował?
Po szkole średniej podjęłam swój pierwszy naprawdę bold wybór: chciałam pójść na inne, nietradycyjne studia i potrzebowałam na to nawet specjalnej zgody. Czułam mocno, że nie chcę kontynuować standardowej nauki, ale chcę pracować rękami, tworzyć i budować coś swojego. Nie wiedziałam jeszcze dokładnie, jak to będzie wyglądać.
Mając szesnaście lat, zaczęłam naukę poza uznanymi strukturami. Od pierwszego dnia w szkole czułam, że to była dobra decyzja i że nie zawsze trzeba podążać standardową ścieżką. To była ciężka praca, wiele poświęceń i działanie bez pewności, w co się pakuję. Pochodzę z małej wioski, a ten świat był dla mnie zupełnie nowy. Nie zastanawiałam się jednak zbyt długo, po prostu to robiłam. To udowodniło mi jedno: jeśli czegoś naprawdę chcesz, możesz to osiągnąć.
W wieku osiemnastu lat zarejestrowałam działalność gospodarczą, zrobiłam prawo jazdy i dzięki ciężkiej pracy szybko zaczęły pojawiać się pierwsze zlecenia.
Pracujesz z różnymi markami i klientami. Jak dbasz o to, by dokładnie zrozumieć ich wizję i przełożyć ją na efekt końcowy?
Wynika to głównie z doświadczenia i dobrej komunikacji. Pracuję bez agencji, co zapewnia mi bezpośredni kontakt z klientem i to rozwiązanie świetnie się u mnie sprawdza. Często pracujemy z moodboardami, które dają punkt odniesienia i sprawiają, że wszystkie kreatywne elementy łączą się w całość w dniu sesji.
Kiedy w swojej pracy czujesz się najsilniejsza? Podczas sesji, czy może w momencie nawiązywania relacji z osobą, która siedzi na Twoim krześle?
Oba te momenty są dla mnie ważne. Kiedy dzień zaczyna się od modelki na moim krześle, cenię sobie rodzącą się więź. Jako makijażystka i fryzjerka, jako jedyna z zespołu jestem tak blisko czyjejś aury. Cieszę się z tych rozmów i z tworzenia bezpiecznej, miłej atmosfery.
Na planie dynamika się zmienia: tam pracujemy jako zespół nad efektem końcowym. Zawsze jestem bardzo zaangażowana, obserwuję każdy kąt, pilnuję każdego pasma włosów. Uwielbiam ten proces twórczy. Samo przygotowanie kogoś na imprezę jest dla mnie mniejszym wyzwaniem, dlatego od lat skupiam się na sesjach zdjęciowych i czasem na reklamach.

Czy możesz podzielić się momentem, który był wyzwaniem w Twojej karierze, i opowiedzieć, jak przez niego przeszłaś, by dalej się rozwijać?
Czas pandemii, jak dla wielu przedsiębiorców. Rok 2019 był czasem największej liczby zleceń, wzrostu finansowego i stałych klientów, wtedy też kupiłam dom. W 2020 roku nagle wszystko stanęło. Przez kilka miesięcy zastanawiałam się, czy kiedykolwiek będzie tak jak wcześniej. Na szczęście mogłam wrócić do pracy szybciej, niż się spodziewałam, ale to był intensywny czas. Z perspektywy czasu ten okres też mi wiele dał: uświadomił mi, że życie to nie tylko praca.
Praca regularnie zabiera Cię za granicę. Jak znosisz ciągłe podróże? Dają Ci energię czy raczej są obciążające?
Podróżowanie stało się moją wielką pasją. Nie dlatego, że się w tym wychowałam, ale dlatego, że po prostu zaczęłam to robić. Odkrywanie świata uczy i poszerza horyzonty. Zaczynasz myśleć na większą skalę.
Przez pewien czas podróżowałam niemal co miesiąc na kampanie. To piękne, ale też intensywne. To zazwyczaj krótkie wyjazdy, długie dni pracy i mnóstwo czasu w trasie. Jako makijażystka muszę też zawsze przygotować zestaw podróżny, co wymaga znacznie więcej wysiłku niż praca na miejscu, po której wieczorem wracasz do własnego łóżka. Mimo to jestem wdzięczna za każdą szansę.
W 2023 roku pojechałam sama na sześć tygodni do Kapsztadu, bez planu, ale z marzeniem: pracować tam dla europejskich klientów w sezonie kampanijnym. Ten moment wyjazdu, mimo lęku przed nieznanym, ogromnie zmienił moją karierę i życie prywatne. W nadchodzącym styczniu wracam tam już czwarty rok z rzędu. Zyskałam dzięki temu stałych klientów, przyjaciół na całe życie i bezcenne doświadczenia.
Nowe miejsca dają mi energię, ale zauważam, że te dobrze znane przynoszą spokój. Będąc na innym etapie życia, coraz bardziej doceniam chwile w domu. Czasem tęsknię za brakiem tej nieregularności.

Patrząc w przyszłość: o jakim marzeniu lub kolejnym kroku już teraz po cichu myślisz lub nad czym pracujesz?
Bardzo dużo myślę o przyszłości. Szczerze mówiąc, jestem nawet ciekawa, jak świat będzie wyglądał za kolejne 12,5 roku, przy obecnym rozwoju technologii.
Teraz skupiam się głównie na znalezieniu zdrowej równowagi między pracą a życiem prywatnym i chcę wybierać zlecenia, które naprawdę do mnie pasują, zarówno osobiście, jak i stylowo.
Marzeniem, nad którym już po cichu pracuję, jest spędzanie części roku, zwłaszcza podczas holenderskiej zimy, w słonecznym miejscu. Byłoby wspaniale tak ułożyć moją pracę i sieć kontaktów, aby móc działać z kilku lokalizacji na świecie.
Jaką kobietę podziwiasz za jej odwagę i dlaczego?
Szczerze mówiąc, nie przyglądam się innym zbyt często. Nigdy nie miałam idoli. Wolę skupić się na sobie oraz na mojej rodzinie i przyjaciołach. To oni potrafią mnie zainspirować. Wspólne rozważanie decyzji jest dla mnie bardziej wartościowe. Może to znowu ten element pozostawania wierną sobie.
Co chciałabyś przekazać kobietom, które marzą o czymś więcej, ale się wahają?
To banał, ale prawdziwy: częściej żałujemy tego, czego nie zrobiłyśmy, niż tego, co zrobiłyśmy. Zrób to. Spróbuj. Po prostu działaj.
Oczywiście, że to przerażające, ale żyjemy w czasach, w których tak wiele jest możliwe. To ostatecznie zaprowadzi Cię dalej, niż kiedykolwiek myślałaś. Życzę każdemu życia stworzonego w pełni według własnych pragnień.
Bycie bold to czasem małe rzeczy. Jaką małą, ale odważną decyzję podjęłaś ostatnio?
Piszę ten wywiad z Sydney, gdzie mieszkam obecnie od ośmiu tygodni. To była decyzja bold, którą mój chłopak i ja podjęliśmy dosłownie w ostatniej chwili. Od dawna chciałam tu popracować i rozszerzyć sieć kontaktów, podobnie jak w Kapsztadzie. Jednak krótko przed wyjazdem wszystko potoczyło się inaczej.
Przez niejasne przepisy dotyczące przewożenia i importu mojego kufra z kosmetykami oraz ryzyko, że moje rzeczy zostaną zatrzymane na cle, nie odważyłam się go zabrać. Dzień przed wylotem podjęłam decyzję: zamiast pracować w Sydney, biorę ośmiotygodniowy urlop.
Całkowicie niespodziewanie, ale z perspektywy czasu okazało się to dokładnie tym, czego potrzebowałam. Oczywiście nawiązałam kreatywne kontakty, ale przede wszystkim po raz pierwszy od dwunastu lat nieustannej pracy dałam sobie przestrzeń, by naprawdę się zatrzymać. I właśnie ten wybór, by zrobić pauzę zamiast przeć do przodu, był dla mnie chyba jeszcze bardziej bold niż wszystko, co zrobiłam do tej pory.
Na koniec: Jaka jest Twoja ulubiona biżuteria od Eline Rosina? (I dlaczego?)
Diamond Gloom Piercing! Od razu wpadł mi w oko podczas sesji nowej kolekcji. Uważam, że połączenie złota i Diamond jest najpiękniejsze, szczególnie obok mojej bazy z samego złota. Przy moich puszystych włosach w uchu zdecydowanie może pojawić się jakiś element bold.