Leonie van der Grinten jako adwokatka karna codziennie wspiera ludzi w ich najbardziej wrażliwych momentach. Intensywną pracę na sali sądowej łączy z wyrazistą obecnością w sieci, wykładami i książką, w której przybliża prawo karne w przystępny sposób.
W ramach Celebrating the Bold rozmawialiśmy z Leonie o odważnych wyborach, które podejmuje w swojej karierze, o tym, jak godzi pracę, życie prywatne i przedsiębiorczość oraz jak pozostaje wierna sobie. Cieszymy się, że możemy postawić jej historię w świetle reflektorów.
Co dla Ciebie osobiście oznacza „bycie bold”?
Bycie odważną. Odwagę do podejmowania decyzji, na które nikt inny się nie odważy. Akceptację faktu, że próbując, można też ponieść porażkę. Po to, by potem wrócić ze zdwojoną siłą.
Kiedy czujesz się najsilniejsza? Gdy wygłaszam płomienną mowę obrończą w imieniu moich klientów. Ale także wtedy, gdy staram się pogodzić wszystkie obowiązki zawodowe i prywatne i faktycznie mi się to udaje (choć, wierz mi, nie zawsze tak jest :))
Prawo karne to dziedzina pełna powagi i odpowiedzialności. Co przyciągnęło Cię właśnie do tej części adwokatury?
Zawsze uważałam wspieranie słabszych za ogromne wyzwanie. Jako adwokat stoisz właściwie sama (no dobrze, oczywiście z klientem) naprzeciw potężnej machiny prokuratury. Wspierasz kogoś, kto według społeczeństwa być może w ogóle nie powinien mieć pomocy (bo uważa się, że nie zasługuje już na obronę). To zawód, w którym jesteś potrzebna 24/7. Zatrzymania nie odbywają się tylko od 9 do 17 i na pewno nie tylko od poniedziałku do piątku. Wieczorem mogę myśleć, że kolejny dzień będzie spokojny, a rano budzę się z 20 nieodebranymi połączeniami i informacją o dwóch zatrzymanych klientach, którzy proszą o moją pomoc. Prawo karne wymaga od Ciebie ogromnego zaangażowania, ale nie chciałabym robić nic innego.
Prawo karne bywa intensywne i wymagające, także emocjonalnie. Jak udaje Ci się zachować w tym stabilność i nie zatracić siebie?
Zawsze staram się pamiętać (nawet jeśli brzmi to szorstko): to nie jest mój problem. To „tylko” mój zawód. Jeśli całe nieszczęście z prowadzonych spraw, które widzę każdego dnia, zabierałabym wieczorem do domu, nie wytrzymałabym w tej pracy. Czytam i widzę (na przykład na nagraniach z monitoringu) najstraszniejsze rzeczy. W naszej kancelarii zajmujemy się też sprawami o przestępstwa na tle seksualnym. Po prostu nie mogę sobie pozwolić na to, by te obrazy odtwarzały się w mojej głowie wieczorem. Jak to robię? Właściwie dzieje się to samoistnie. Kiedy zamykam akta, sprawa jest zakończona. Wracam do domu, spędzam czas z moim wspaniałym mężem i synkiem, wychodzę na drinka z przyjaciółkami, uprawiam sport. Jeśli ktoś tego nie potrafi, ten zawód nie jest dla niego.
Jesteś aktywna na Instagramie, prowadzisz wykłady i wyjaśniasz zawiłości prawa karnego. Co motywuje Cię do tego, by tak otwarcie i przystępnie mówić o swoim zawodzie?
Wokół adwokatury karnej narosło mnóstwo uprzedzeń. Na przykład, że wszyscy nosimy Rolexy i jeździmy Porsche. Istnieje też wiele mitów na temat samego prawa karnego. Że holenderscy sędziowie orzekają zbyt łagodne wyroki, że dożywocie to nie dożywocie i tak dalej. Uznałam (już jakieś 12 lat temu), że najwyższy czas pokazać inną perspektywę. Na moich profilach społecznościowych (@meesterleonie na Instagramie i TikToku) pokazuję kulisy pracy, można mi towarzyszyć niemal przez cały dzień, a ja wyjaśniam, jak naprawdę wygląda nasz zawód.
Napisałaś książkę „Meester Leonie”. Co dało Ci pewność, by opowiedzieć tę historię i co masz nadzieję, że czytelnicy z niej wyniosą?
Moja książka jest właściwie przedłużeniem moich działań w mediach społecznościowych, a cel pozostaje ten sam. Chcę w przystępny sposób zbliżyć prawo do społeczeństwa. Mam nadzieję, że po lekturze czytelnik zyska nowe spojrzenie na nasz zawód i bardziej realistyczny obraz pracy adwokata karnego.
Jak odnajdujesz się w łączeniu tych różnych ról? Teraz dzieje się to już automatycznie. Kiedy przyjeżdżam do sądu, wyciągam telefon i robię Story. Docieram do zakładu karnego w Vught: Story. Dostaję pytanie od obserwatora na temat prawny: nagrywam wideo. Odkąd zostałam zaprzysiężona na adwokata, byłam aktywna online, więc właściwie nie znam innej rzeczywistości.
Czy jest w Twojej karierze moment lub doświadczenie, które potwierdziło: „właśnie dlatego to robię”?
Myślę, że takie momenty przeżywam codziennie. Klient, który po rozprawie rzuca mi się z płaczem w ramiona, bo został (słusznie) uniewinniony; klient, który dzięki dozorowi i zakazowi spożywania alkoholu zmienił całe swoje życie na lepsze; moja pierwsza sprawa o morderstwo zakończona sukcesem, powiększenie zespołu we własnej kancelarii… Przykłady można mnożyć. Każdego dnia idę do pracy z przyjemnością.
Na co najbardziej czekasz w przyszłości swojej pracy? Widzisz to raczej w nowych wyzwaniach, czy w pogłębianiu tego, co robisz teraz?
W kombinacji obu tych rzeczy. Właśnie podpisałam umowę z trzecią współpracowniczką, co oznacza, że nasza kancelaria liczy już cztery osoby. Własną firmę założyłam przed trzydziestką i w ciągu ostatnich 6 lat znacznie się rozwinęliśmy. Czasem muszę się uszczypnąć, by w to uwierzyć, ale oczywiście zamierzam utrzymać tę tendencję wzrostową. Poza tym jestem naprawdę szczęśliwa w miejscu, w którym jestem, a moim najnowszym wyzwaniem jest jeszcze lepsze zadbanie o work-life balance.
Co oznacza dla Ciebie sukces? Pomijając tytuły, osiągnięcia czy popularność?
Sukces kryje się w najmniejszych rzeczach. Wczoraj mój dwuletni synek, kiedy kładłam go do łóżka, powiedział: „mama jest baaaaardzo kochana”. W ciągu dnia mogłam bronić największych przestępców, ale jeśli on zasypia szczęśliwy i spokojny, to jest to dla mnie chyba jeszcze większy sukces.
Którą kobietę podziwiasz za jej odwagę – i dlaczego?
Eva Jinek. Kobietę, która musiała ciężko walczyć o swoją pozycję. Inteligentną, utalentowaną kobietę, która nie boi się wychylać przed szereg. Uwielbiam to.
Co chciałabyś przekazać kobietom, które marzą o czymś więcej, ale się wahają?
Przeczytajcie książkę – a jakże – Evy Jinek. W „Droom groot” przeprowadza ona wywiady z pionierkami i autorytetami, które osiągają wyjątkowe sukcesy i chcą opowiedzieć o tym, ile musiały dla nich poświęcić. Efekt: inspirujące historie niesamowitych kobiet. Poza tym odsyłam do mojej odpowiedzi na pierwsze pytanie. Bądź odważna. Podejmij decyzję, na którą nikt inny się nie odważy. Zaakceptuj to, że próbując, możesz też ponieść porażkę. Po to, by potem wrócić ze zdwojoną siłą.
Na koniec: Jaka jest Twoja ulubiona biżuteria od Eline Rosina?
Jestem fanką Eline Rosina od lat. To biżuteria świetnej jakości, która idealnie sprawdza się zarówno w sytuacjach biznesowych, jak i prywatnych. Zazwyczaj noszę małe Huggies z Diamond, ponieważ mogę w nich spać i rano (przynajmniej jeśli chodzi o moje uszy, haha) jestem od razu „gotowa”. W weekendy stawiam na większy Hoop, uwielbiam też ear cuffs. Skoro moja twarz (w tym uszy) to jedyne, co widać znad togi, muszę się nimi wyróżniać, prawda?