Ga naar inhoud

Celebrating the bold z Janneke i Svenią

|Indy Gabriel
Celebrating the bold with Janneke & Svenia

Dzięki wspólnej pasji i silnej intuicji Janneke i Svenia zaczęły coś, czego same pewnie nigdy by się nie spodziewały: założyły własną markę Pin People. To w niej na nowo zinterpretowały klasyczną broszkę, zamieniając ją w nowoczesny, magnetyczny dodatek na każdy dzień.

Zainspirowane kobietami w ich życiu, a zwłaszcza swoimi babciami, które nauczyły je, co oznacza prawdziwy styl i charakter, wplatają te historie i pokolenia we wszystko, co tworzą.

Opowiadają o ufaniu własnej intuicji, wspólnym budowaniu i po prostu zaczynaniu, nawet gdy nie wszystko jest jeszcze jasne.

Co dla was osobiście oznacza bycie „bold”?
Bycie bold nie polega dla nas na byciu twardym czy rzucaniu się w oczy dla samej zasady. To bycie sobą, dokładnie taką, jaka jesteś. To te małe detale, wybory, których dokonujesz, i sposób, w jaki się pojawiasz – subtelnie, ale z przekonaniem.

Kiedy czujecie się najsilniejsze?
Czujemy się najsilniejsze, gdy wszystko do siebie pasuje, od tego, jak się czujemy, po to, co mamy na sobie. Kiedy outfit współgra z naszą energią. Prosto, stylowo, z odrobiną pazura, by się wyróżnić bez zbędnego wysiłku.

Jak pozostajecie wierne sobie w świecie pełnym oczekiwań?
W świecie pełnym oczekiwań łatwo jest zatracić siebie i nam też się to zdarza. Dla nas kluczem jest ciągła rozmowa, dokonywanie wyborów i wzajemne pilnowanie się w tym wszystkim. Oraz dbanie o krąg ludzi wokół nas, którzy zawsze przy nas są.

W tym roku wprowadziłyście na rynek Pin People. Czy możecie opowiedzieć o procesie przekuwania pomysłu w rzeczywistość?
Budowałyśmy Pin People przez około półtora roku, od pierwszego pomysłu do momentu, gdy trzymałyśmy w rękach pierwszy prototyp.

Wszystko zaczęło się od babci Janneke, która całe życie nosi broszki. Często nam je pokazywała, ale zawsze dodawała, że lepiej nie przypinać ich do delikatnych tkanin. To wydawało się ograniczeniem, zwłaszcza w przypadku ubrań, którym najbardziej chcesz dodać charakteru.

Z tą myślą zaczęłyśmy szukać alternatywy. Po niezliczonych testach z magnesami, materiałami i kształtami, wszystko połączyło się w pierwszej kolekcji. Równowaga, w której funkcjonalność i estetyka wzajemnie się wzmacniają, zaprojektowana tak, by nosić ją wszędzie, od biurowego looku po wieczorne wyjście.

Czy zawsze marzyłyście o wspólnym założeniu marki?
Fajnie, że o to pytasz i będę szczera: nie. Sven i ja zawsze miałyśmy w sobie żyłkę do przedsiębiorczości, ale nie znamy się wcale tak długo. Pracujemy razem od prawie półtora roku w agencji Personal Assistant i tam od razu między nami zaiskrzyło.

Dobrze pamiętam, jak przyszłam do Sven na rozmowę o pracę i pomyślałam: wow, co za świetna dziewczyna. To uczucie było wzajemne. Ja (Janneke) nosiłam się z tym pomysłem już od jakiegoś czasu i dość szybko wciągnęłam w to Sven. Ona od razu to podchwyciła, bez żadnego wahania. Ona ma to, czego ja nie mam, i na odwrót – i właśnie to czyni nas tak silnym duetem. Teraz razem zaczynamy dzień, a Sven jest ostatnią osobą, do której piszę przed snem.



Co było najbardziej ekscytującym lub odważnym momentem podczas startu Pin People i czego się z tego nauczyłyście?
Myślę, że sam launch. Nie miałyśmy jeszcze nawet wszystkich gotowych produktów, ale i tak zdecydowałyśmy się ruszyć z przedsprzedażą. Po prostu chciałyśmy, żeby ludzie wiedzieli: to jest ten idealny prezent na święta. Dla dziewczyny, mamy, babci, córki. To było stresujące, bo pokazujesz coś, co nie wydaje się jeszcze w pełni „gotowe”. Ale właśnie w tym tkwiła lekcja. Największa lekcja do tej pory to: działaj. Nie tkwij w niepewności, tylko testuj, próbuj i ruszaj do przodu. Często patrzymy na siebie i mówimy po prostu: okej, let’s go. Pomaga to, że robimy to razem – zawsze masz obok kogoś, kto idzie z tobą, nawet gdy jest stresująco.

Ufam Svenii bezgranicznie i na odwrót. To uczucie jest warte wszystkiego.

Broszka to klasyczny dodatek, który istnieje od pokoleń. Co zainspirowało was do tchnięcia nowego życia w ten tradycyjny element?
Kochamy ponadczasowe rzeczy. Na przykład ja jestem szczerze zakochana w wystroju wnętrz u mojej babci; wszystko ma swój charakter, wszystko ma swoją historię. To samo uczucie chciałyśmy uchwycić. Wziąć coś klasycznego i sprawić, by znów stało się istotne, nie tracąc przy tym swojego uroku. W modzie też zawsze ciągnie nas w tę stronę.

Kobiety takie jak księżna Diana, Carolyn Bessette Kennedy, Kate Moss, Natasha Poly, Amber Valletta i Christy Turlington zawsze nas inspirowały. Klasyczne, bardzo kobiece, ale nigdy sztuczne.

Ostatecznie o to nam chodzi: o stworzenie czegoś, co wzmacnia to samo uczucie. Nic nachalnego, nic wymuszonego, tylko coś małego, co sprawi, że ktoś nagle rozbłyśnie.

Wasze broszki noszą imiona kobiet, które was inspirują – waszych babć. To piękny i silny gest! Jak wpadłyście na ten pomysł i jakie historie kryją się za pierwszymi broszkami?
Ten pomysł zrodził się bardzo naturalnie. Zauważyłyśmy, jak często wracamy myślami do kobiet, które nas ukształtowały – naszych babć, ale także innych kobiet wokół nas. Kobiet z życiem pełnym historii, doświadczeń i charakteru.

Każda broszka nosi więc imię, które coś dla nas znaczy. To nie tylko hołd, ale też przypomnienie o tym, kim są i co reprezentują. Porusza nas to, jak ponadczasowy jest ten charakter. Świat szybko się zmienia, ale siła, łagodność i wyjątkowość tych kobiet pozostają.

Wplatając ich imiona i historie w to, co tworzymy, czujemy, jakbyśmy przekazywały tę cząstkę dalej, z pokolenia na pokolenie.



Jak łączycie prowadzenie Pin People z waszymi innymi projektami lub pracą? Co pomaga wam zachować skupienie i czerpać z tego radość?
Dobre pytanie i szczerze: czasem wciąż tego szukamy.

Miałyśmy ostatnio o tym sesję strategiczną, bo tak, focus jest kluczowy… ale musimy też płacić czynsz. Nasz punkt wyjścia jest zawsze taki sam: to musi sprawiać nam prawdziwą frajdę. Praca nad Pin People daje nam energię. Spotykamy tyle inspirujących osób i możemy robić rzeczy, o których wcześniej tylko marzyłyśmy – to wciąż jest wyjątkowe. Często sprawdzamy, co u nas słychać. Co daje ci energię? Jak się z tym czujesz? I jeśli jedna z nas ma gorszy moment, to też jest okej. Jednocześnie dbamy o odpoczynek. Chwila offline, telefon wyłączony, kanapa. Tego też potrzebujemy, żeby wciąż sprawiało to radość.

Ostatecznie to kwestia równowagi, której wciąż się uczymy.

Dopiero zaczęłyście, ale jakie jest wielkie marzenie dla Pin People?
To ekscytujące mówić o tym głośno, ale naszym największym marzeniem jest globalny rozwój Pin People.

Chcemy docierać do kobiet na całym świecie, dawać im coś, co pozwoli im poczuć się silnymi; subtelnie, stylowo i dokładnie tak, jak same chcą. Aby każda broszka była czymś więcej niż dodatkiem: małą porcją pewności siebie i autentyczności, którą noszą ze sobą.

Czy macie swojego osobistego faworyta w kolekcji?
Zdecydowanie!

Ulubionym modelem Sven jest Mieke z łańcuszkiem między broszkami. Moim faworytem (Janneke) jest Jet, choć to się czasem zmienia.

A nie wspomniałyśmy jeszcze o nowych kolekcjach… złoto, srebro, mnóstwo pięknych rzeczy, na które warto czekać!


Którą kobietę podziwiacie za jej odwagę – i dlaczego?
Klasyka, ale nasze babcie.

Kobiety, które dorastały w czasach wojny i niepewności, które tyle przeszły, a mimo to zawsze szły własną drogą. Ich odwaga nie przejawia się w wielkich gestach, ale w sposobie, w jaki ukształtowały swoje życie: odważnie, niezłomnie i w zgodzie ze sobą.


Co chciałybyście przekazać kobietom, które marzą o czymś więcej, ale się wahają?
Po pierwsze: idźcie w to. Odważcie się marzyć, odważcie się działać. Tak, będzie trudno i tak, napotkacie przeszkody, ale to właśnie one przynoszą rozwój, doświadczenie i nowe szanse.

Po drugie: rozmawiajcie. Dzielcie się pomysłami, słuchajcie innych, także spoza waszego najbliższego otoczenia. Możemy się tyle od siebie nauczyć i wzajemnie inspirować. Wspólny wzrost jest zawsze silniejszy niż działanie w pojedynkę.

Czasem bycie bold przejawia się w małych rzeczach. Jaki mały, ale odważny wybór podjęłyście ostatnio?
Mały, odważny wybór, którego dokonałyśmy niedawno? Po prostu kontynuowanie czegoś, o czym nie wiedziałyśmy, jak się potoczy. Sama odwaga, by zacząć, by zrobić ten pierwszy krok, nawet gdy jest to niekomfortowe.

Na koniec: Jaka jest wasza ulubiona biżuteria od Eline Rosina?
Naszym faworytem są Diamond Huggies. Klasyczne, ponadczasowe i idealne na każdą okazję. Przyciągają wzrok bez narzucania się – to dokładnie ta subtelna siła, którą kochamy.

Subscribe to our emails

Be the first to know about new collections and special offers.

Winkelwagen ()
Je winkelwagen is leeg

Het lijkt erop dat je nog niets hebt toegevoegd.

Nu winkelen

Subtotaal

Afrekenen
Populaire zoekopdrachten
Recent bekeken

Nog geen recent bekeken producten.