Ga naar inhoud

Celebrating the Bold z Anandą i Sharon

|Indy Gabriel
Celebrating the bold with Ananda & Sharon

Odważne wybieranie własnej drogi, podejmowanie ryzyka bez planu awaryjnego i budowanie kilku odnoszących sukcesy konceptów w Nijmegen, to właśnie jest bold. Dokładnie dlatego w tej edycji Celebrating the Bold z... rozmawiamy z Anandą i Sharon, założycielkami Atelier Bar & Hotel oraz REFORM Nijmegen.

Co osobiście oznacza dla was „bycie bold”?
Dla nas bycie bold oznacza, że nie ograniczasz się, by pasować do schematu i nie zawsze musisz wybierać normę. Chodzi o to, by mieć odwagę sięgać po to, czego pragniesz i uczynić ze swojego stylu życia pracę!

Kiedy czujecie się najsilniejsze?
Kiedy tworzymy coś, co jest autentyczne, spotyka się z dobrym przyjęciem i oczywiście świetnie działa. Ale przede wszystkim to, jak Nijmegen przyjęło nasze koncepty: od efektywnych zajęć reformer pilates, przez wieczór z przyjaciółmi w Atelier, po przyjemny pobyt w hotelu z partnerem czy wyjątkowe doświadczenie w naszym barze cocktailowym. To daje nam siłę, by dalej się rozwijać i doceniać to, co zbudowałyśmy!

Działacie razem. Co sprawia, że tworzycie silny zespół?
Jesteśmy zupełnie inne, ale mamy tę samą wizję, i to jest nasza superpower! Tam, gdzie jedna dodaje gazu, druga hamuje. I na odwrót. Mamy do siebie ogromne zaufanie i szanujemy swoją niezależność. Czy czasem dochodzi do spięć? Jasne, jesteśmy tylko ludźmi (i kobietami, hihi). Ale to właśnie z tego się uczymy, co czyni nas jeszcze silniejszym duetem.



Zaczyłyście od Atelier. Czy już wtedy myślałyście, że to będzie coś większego? Czy rosło to krok po kroku, intuicyjnie?
Szczerze? Obie mierzymy wysoko i pochodzimy z przedsiębiorczych rodzin, więc kiedy zdecydowałyśmy się na własny biznes, plany na przyszłość, takie jak sprowadzenie Reformer Pilates do Nijmegen, były już w przygotowaniu. Czy spodziewałyśmy się, że wszystko potoczy się tak szybko? Nie, tego nie przewidziałyśmy!

Ale kiedy zaczynałyśmy z Atelier, nie było konkretnych planów na to, co dalej. Chciałyśmy stworzyć w Nijmegen coś, co będzie idealnie dopracowane, miejsce wypełniające lukę na rynku, które przede wszystkim uszczęśliwi nas same jako grupę docelową. Pierwsze półtora roku, choć piękne, było prawdziwym rollercoasterem: krew, pot i łzy, dosłownie. Szukanie kolejnych kroków w tamtym czasie nie wchodziło w grę, ale wtedy na naszej drodze pojawiły się nowe możliwości. Cóż, nasze serca do biznesu i tworzenia konceptów od razu zabiły mocniej!

Sukcesem jest to, że nie szukałyśmy tych kroków na siłę, one same się pojawiły. Czasem przychodziły za wcześnie i mówiłyśmy „nie” lub „jeszcze nie”. Kiedy jednak czułyśmy, że to jest to, od razu chwytałyśmy szansę! To nasza siła, umiejętność wyczucia, czy naprawdę pod czymś się podpisujemy.

 
Mając cztery firmy do prowadzenia, jak radzicie sobie z natłokiem obowiązków? Co pomaga wam zachować skupienie i pozostać wiernymi sobie?
Nasz zespół. To oni, razem z nami, tworzą te miejsca. Do tego nasza cicha siła: Quinty Fleuren, nasza managerka i partnerka w działaniu. Bez tej Bold Dame nie miałybyśmy wolności, którą udało nam się wypracować po czterech latach!

A co pomaga nam zachować skupienie? Każda z nas ma na to swoje sposoby. Ale szczerze? To wciąż codzienne wyzwanie. Żyjemy w biegu. Kiedy myślisz, że masz już wszystko pod kontrolą, dzieje się coś, co wywraca wszystko do góry nogami. Tak właśnie wygląda przedsiębiorczość!

Największą lekcją ostatnich lat jest odpuszczanie i dystans do siebie. Nie wszystko musi być idealne, jesteś tylko człowiekiem: w jednym tygodniu dajesz z siebie więcej, w innym mniej. To normalne. Często też rozmawiamy ze sobą, zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Komunikacja to podstawa.

Czy były momenty, gdy działo się zbyt wiele lub zbyt szybko? Jak sobie z tym radziłyście?
Oczywiście, i nadal zdarzają się chwile niepewności. Przy każdym remoncie (mamy ich za sobą już cztery) osiągałyśmy punkt krytyczny, psychiczny i fizyczny. Potem szukanie nowej normalności z kolejnym biznesem na głowie też kosztuje sporo energii. Ponowny podział zadań, ustalanie priorytetów i czasu.

Jak sobie z tym radziłyśmy? Szczerze? Nie zawsze najlepiej czy najzdrowiej. W takich momentach trzeba po prostu zacisnąć zęby, a resztą zająć się później. Wiele się z tego nauczyłyśmy i wciąż się uczymy. Ale teraz, gdy pojawiają się trudności, staramy się nie stresować i szukać rozwiązań bez zarywania nocy. Nie jesteśmy chirurgami, wszystko może poczekać do jutra i wszystko na pewno się ułoży.

Jakie było największe ryzyko, które podjęłyście, by dotrzeć do tego miejsca?
Postawienie wszystkiego na Atelier cztery lata temu, podczas ostatniego lockdownu, było największym ryzykiem. Ludzie pukali się w głowę.

Wejście w to na sto procent, bez półśrodków. Obie po studiach magisterskich miałyśmy bezpieczne posady w korporacjach. Rezygnacja z nich, maksymalny dług studencki, brak bezpiecznych wyborów i przede wszystkim brak planu B. Wtedy oznaczało to nieprzespane noce, dziś możemy się z tego śmiać, bo wszystko świetnie wyszło.

Z jakiego momentu sukcesu jesteście najbardziej dumne? Albo co miało dla was największe znaczenie?
O, dobre pytanie. Z czego jesteśmy teraz najbardziej dumne? Myślę, że ze stylu życia, który dla siebie stworzyłyśmy. Jesteśmy za to bardzo wdzięczne. Cztery lata temu pracowałyśmy po 14 godzin dziennie, 6 dni z rzędu. Te czasy już minęły i to jest nasz największy powód do dumy. Żyjemy teraz naszym dream life i o to w tym wszystkim chodzi. A gaszenie pożarów czy stres? To nieodłączny element prowadzenia firmy.

Jesteśmy też bardzo dumne ze społeczności, którą stworzyłyśmy w REFORM. To wspaniałe być częścią życia tylu niesamowitych kobiet, które pokochały Reformer Pilates. Reform przyniósł nam też dużo spokoju w codziennej rutynie i realizacji osobistych celów.

I na koniec nasi stali goście w Atelier. Ludzie przychodzą i odchodzą, ale Atelier ma dużą grupę gości, którzy po czterech latach wciąż chętnie wracają. To niesamowite, jesteśmy za to bardzo wdzięczne. Dzięki, Nimma.


Jaką kobietę podziwiacie za jej odwagę i dlaczego?
To trudne pytanie, żadna z nas nie ma konkretnych autorytetów. Myślę, że po prostu wszystkie przedsiębiorcze kobiety w naszym otoczeniu. Jako kobieta masz tyle ról do pogodzenia, a bycie przy tym przedsiębiorczynią jest naprawdę imponujące. Trzeba to głośno powiedzieć. Przedsiębiorcze kobiety, które są też mamami, dbają o życie domowe i są dobrymi przyjaciółkami: to nie zawsze jest łatwe. Mamy dla nich ogromny szacunek.

Co chciałybyście przekazać kobietom, które marzą o czymś więcej, ale się wahają?
Wątpliwości są naturalne, ale nie czekaj, aż będziesz gotowa, bo nigdy nie poczujesz się w pełni gotowa. Po prostu zacznij, będziesz rosnąć w trakcie. Szukaj motywacji wewnątrz siebie: musisz być przekonana na 1000 procent, chcieć ciężko pracować i wtedy się uda. Nigdy nie będzie tak, jak się spodziewałaś, więc nie próbuj wszystkiego planować. I nasza wskazówka: znajdź kogoś, kto cię uzupełnia i ma tę samą wizję, my bez siebie na pewno nie mogłybyśmy tego zrobić.

Czasem bycie bold przejawia się w małych rzeczach. Jaki mały, ale odważny wybór podjęłyście ostatnio?
Stworzenie przestrzeni dla siebie jako kobiety, przyjaciółki, córki czy matki. Pozwolenie sobie na łagodność, to też czyni nas Bold. Dobry przykład: chciałybyśmy rozwinąć REFORM, jest rynek i są możliwości, ale nie musimy tego robić jeszcze teraz. I to jest tak samo świadomy wybór, jak decyzja o rozwoju. Nasze przedsiębiorcze ego ma z tym problem, ale nasze życie osobiste tego teraz potrzebuje.

Nie oznacza to, że nie ma nas codziennie w naszych firmach: sprawdzamy co słychać, pomagamy przy zmywaku, gdy kogoś brakuje, prowadzimy zajęcia w Reform czy wspieramy housekeeping w dniach intensywnych zameldowań. Oznacza to jednak branie dla siebie przestrzeni, w której nic nie musimy, ale możemy. To też wymaga przyzwyczajenia, przejścia z trybu ciągłej gotowości do łagodności. Jesteśmy jednak przekonane, że jest to potrzebne i poprawia efektywność.


Czy to czas na cieszenie się tym, co zbudowałyście, czy już planujecie kolejne kroki?
Tak, zdecydowanie. Każdego dnia cieszymy się stylem życia, który mamy. Coraz bardziej uczymy się doceniać to, co mamy teraz i właśnie w to inwestować. Poza tym bycie silną jest ważne, ale złapanie oddechu i skupienie na życiu prywatnym jest równie istotne. Ale szczerze mówiąc: głód działania zawsze w nas drzemie i jeśli pojawi się coś, co poczujemy na 1000 procent, po prostu znowu skoczymy na głęboką wodę!

Na koniec: Twoja ulubiona biżuteria od Eline Rosina?
Gia Statement Hoops. Są ponadczasowe, mocne i nadają każdej stylizacji odpowiedniego pazura.

 

Subscribe to our emails

Be the first to know about new collections and special offers.

Winkelwagen ()
Je winkelwagen is leeg

Het lijkt erop dat je nog niets hebt toegevoegd.

Nu winkelen

Subtotaal

Afrekenen
Populaire zoekopdrachten
Recent bekeken

Nog geen recent bekeken producten.